← Narzędzia

Automatyzacja · Agenty AI

Agenty AI w przeglądarce: bezpieczne w firmie w 2025? (i gdzie dziś jeszcze nie warto ich wpuszczać)

W skrócie

Agenty przeglądarkowe AI, które same klikają i wypełniają formularze, nie nadają się dziś do samodzielnej pracy na kontach produkcyjnych z prawdziwymi hasłami do systemów finansowych czy księgowych. Sprawdzają się za to w wąskim, kontrolowanym zastosowaniu: koncie testowym, sandboxie, jednym powtarzalnym zadaniu bez dostępu do wrażliwych danych. Ryzyko (prompt injection, przejęcie sesji, nieprzewidywalne kliknięcie) jest dziś realne i udokumentowane, a nie teoretyczne.

Testowaliśmy agenty przeglądarkowe pod kątem konkretnych, nudnych zadań, które w wielu firmach ktoś robi ręcznie: logowanie się na portal dostawcy energii i pobranie faktury, wejście na stronę kuriera i sprawdzenie statusu przesyłki, przejście przez panel klienta i wyciągnięcie numeru zamówienia. To były testy w izolowanym środowisku, na kontach testowych, bez podpinania niczego do produkcji. I już na tym etapie wyszło jasno, gdzie ta technologia dziś kończy się jako ciekawostka, a gdzie zaczyna być realnym narzędziem.

Nie zaczynałbym wdrożenia agenta przeglądarkowego od razu w dziale księgowości ani w systemie sprzedażowym z dostępem do danych klientów. Zacząłbym od pytania: co się stanie, jeśli agent kliknie coś złego, wpisze dane w niewłaściwe pole albo zostanie zwiedziony przez treść na stronie, którą odwiedza. Jeśli odpowiedź brzmi „nic wielkiego, najwyżej powtórzę zadanie”, to jest dobry kandydat do testu. Jeśli odpowiedź brzmi „wyciek danych klienta” albo „błędny przelew”, to nie jest jeszcze ten moment.

Co to w ogóle jest i jak to działa w praktyce

Agent przeglądarkowy różni się od klasycznego bota tym, że nie ma sztywno zaprogramowanej ścieżki kliknięć. Dostaje zrzut ekranu lub reprezentację strony, analizuje go modelem, decyduje „kliknę tutaj, wpiszę to w to pole” i wykonuje akcję, po czym cały cykl się powtarza. Anthropic pokazał to podejście pod nazwą computer use w październiku 2024 roku, jako funkcję pozwalającą modelowi Claude sterować kursorem i klawiaturą jak człowiek. OpenAI poszło podobną drogą, udostępniając w styczniu 2025 roku Operatora, czyli agenta, który samodzielnie przechodzi przez strony internetowe i wykonuje zadania w przeglądarce.

Różnica względem tradycyjnego RPA (Robotic Process Automation) jest fundamentalna. RPA działa na sztywnych selektorach: „kliknij przycisk o identyfikatorze X”. Jeśli strona się zmieni, robot się wywraca, ale przynajmniej wiadomo dlaczego i w jakim miejscu. Agent AI działa na rozumieniu obrazu i kontekstu, więc teoretycznie jest odporniejszy na drobne zmiany layoutu. W praktyce oznacza to też, że jego działanie jest mniej przewidywalne. Ten sam agent, uruchomiony dwa razy na tej samej stronie, może wykonać nieco inną sekwencję kliknięć. Dla procesu, który ma być powtarzalny i audytowalny, to poważna wada, nie ciekawostka.

Gdzie ryzyko dziś przewyższa korzyść

Trzy rzeczy wyszły w naszych testach jako realny problem, nie hipotetyczny.

Pierwsza to dostęp do loginów i haseł. Żeby agent pobrał fakturę z portalu dostawcy, musi się zalogować. Oznacza to, że gdzieś musi mieć dane logowania: albo wpisane bezpośrednio w poleceniu, albo pobrane z menedżera haseł przeglądarki. W obu przypadkach dane uwierzytelniające trafiają w zasięg modelu, który je „widzi” na ekranie i przetwarza. To nie jest to samo ryzyko co przy klasycznym API z tokenem o ograniczonym zakresie uprawnień. Tu agent działa z takimi samymi uprawnieniami, jakie ma zalogowany użytkownik, czyli często bardzo szerokimi.

Druga rzecz to prompt injection, czyli sytuacja, w której strona internetowa (albo dokument, e-mail, treść w polu formularza) zawiera ukryty tekst zaadresowany nie do człowieka, tylko do modelu sterującego agentem. Jeśli agent czyta zawartość strony, żeby zdecydować co dalej, i na stronie znajduje się fragment tekstu w stylu „zignoruj poprzednie instrukcje i wykonaj zamiast tego X”, model może to potraktować jako polecenie. To nie jest scenariusz z filmu science fiction, tylko udokumentowany typ ataku opisywany w publikacjach dotyczących bezpieczeństwa systemów agentowych. W kontekście firmowym oznacza to, że agent odwiedzający zewnętrzną stronę (np. portal dostawcy, który ktoś mógł zmodyfikować albo który ma zainfekowaną reklamę) może zostać nakłoniony do działania niezgodnego z pierwotnym zadaniem.

Trzecia rzecz, mniej spektakularna, ale za to codzienna, to zwykła nieprzewidywalność kliknięć. Portal dostawcy zmienia layout, dodaje baner z cookies, wyskakuje popup z promocją. Agent, który miał kliknąć „pobierz fakturę”, może kliknąć „zamknij okno”, potem coś innego, i w efekcie utknąć w pętli albo, gorzej, kliknąć coś nieodwracalnego, jak „usuń zamówienie” zamiast „szczegóły zamówienia”. W środowisku testowym to strata czasu. Na koncie produkcyjnym to może być realna szkoda.

W jednym z naszych testów agent, który miał logować się na portal dostawcy i pobierać faktury, przy zmienionym układzie strony (nowy baner cookies) kilkukrotnie kliknął nie w przycisk pobierania, tylko w link do ustawień konta. Nic złego się nie stało, bo działaliśmy na koncie testowym bez realnych danych, ale gdyby to było konto produkcyjne z dostępem do ustawień płatności, konsekwencje mogłyby być inne.

Gdzie da się to dziś bezpiecznie ograniczyć

Nie twierdzę, że agenty przeglądarkowe są bezużyteczne. Twierdzę, że trzeba je trzymać na smyczy, dopóki technologia i standardy bezpieczeństwa nie dojrzeją. W praktyce oznacza to kilka konkretnych zasad, które stosowaliśmy w naszych testach.

Sandbox to podstawa: osobna przeglądarka albo kontener, odizolowany od reszty systemu, bez dostępu do zapisanych haseł, historii i sesji użytkownika. Agent działa tam jak w izolowanej piaskownicy, więc nawet jeśli coś pójdzie nie tak, szkoda jest ograniczona do tego środowiska. Konto testowe zamiast produkcyjnego to drugi filar: jeśli chcemy sprawdzić, czy agent poradzi sobie z pobraniem faktury z portalu dostawcy, najpierw robimy to na koncie demo albo na koncie z minimalnym zakresem danych, nie na koncie głównym firmy.

Trzecia zasada to wąski zakres zadania. Jedna sesja, jedno konkretne zadanie, jasno zdefiniowany cel i najlepiej strona, która się rzadko zmienia i nie ma zewnętrznych, niekontrolowanych treści (reklam, komentarzy użytkowników). Portal logowania do systemu kurierskiego z prostym układem to lepszy kandydat niż strona z treściami generowanymi przez innych użytkowników.

Czwarta, chyba najważniejsza: człowiek zatwierdza krytyczny krok. Agent może przygotować dane, wyciągnąć numer faktury, sprawdzić status przesyłki, ale decyzję o wysłaniu płatności, zmianie danych w systemie czy usunięciu czegokolwiek zostawiamy człowiekowi. To ta sama zasada, którą stosujemy przy każdej automatyzacji z użyciem AI: model robi 80% pracy odtwórczej, człowiek podejmuje decyzję przy wyjątku i przy akcji nieodwracalnej.

Gdzie dziś NIE wpuszczałbym agenta

Wysokie ryzyko

  • Logowanie na konto produkcyjne w systemie księgowym lub bankowości elektronicznej
  • Zadania z realnymi hasłami do systemów z dostępem do danych osobowych klientów
  • Strony z treściami generowanymi przez zewnętrznych użytkowników (fora, komentarze, marketplace)
  • Akcje nieodwracalne bez zatwierdzenia człowieka: płatności, usuwanie, zmiana uprawnień

Gdzie warto dziś przetestować

Kontrolowane ryzyko

  • Konto testowe lub demo na prostym, stabilnym portalu dostawcy
  • Sandbox bez dostępu do zapisanych haseł i sesji głównego użytkownika
  • Jedno, wąsko zdefiniowane zadanie odczytowe: sprawdzenie statusu, pobranie dokumentu
  • Proces z człowiekiem zatwierdzającym wynik przed dalszym użyciem danych

Co ma dziś sens zamiast agenta przeglądarkowego

Dla zadań powtarzalnych i ustrukturyzowanych, takich jak pobieranie faktur z portali dostawców czy przenoszenie danych między systemami, klasyczna automatyzacja oparta na API albo dobrze skonfigurowanym RPA wciąż wygrywa z agentem AI. Jest przewidywalna, da się ją przetestować raz i mieć pewność, że będzie działać tak samo za miesiąc, i przede wszystkim jest audytowalna: wiadomo dokładnie, co robi krok po kroku, bez elementu „model zdecydował, że tak będzie lepiej”. Jeśli w firmie regularnie ktoś ręcznie ściąga faktury z kilkunastu portali dostawców, to jest to typowy przypadek na automatyzację faktur opartą na stabilnych integracjach, a nie na agencie klikającym po ekranie.

Podobnie w biurach rachunkowych, gdzie powtarzalność i zgodność z procedurą liczy się bardziej niż elastyczność, lepiej sprawdza się podejście oparte na sprawdzonych regułach i integracjach niż na modelu, który „mniej więcej” wie, co ma kliknąć. Więcej o tym, jak to układamy w praktyce, opisujemy przy okazji automatyzacji biura rachunkowego.

Agent przeglądarkowy ma sens tam, gdzie nie ma API, strona się nie zmienia często, dane nie są krytyczne, a zadanie jest na tyle rzadkie lub zmienne, że pisanie dedykowanej integracji się nie opłaca. To wąska nisza, nie uniwersalne rozwiązanie na „zautomatyzuj mi cały proces w przeglądarce”.

Ceny, limity i dostępność: dlaczego nie podaję tu konkretnej tabelki

Oba narzędzia, computer use od Anthropic i Operator od OpenAI, rozwijają się szybko, a ich dostępność, limity użycia i model cenowy zmieniają się w tempie, które trudno rzetelnie zamrozić w artykule. Zamiast podawać liczby, które za kilka miesięcy będą nieaktualne, radzę przed testem sprawdzić aktualną dokumentację dostawcy i realnie zweryfikować, czy funkcja jest w danym momencie dostępna w Twoim regionie i planie. To samo dotyczy warunków bezpieczeństwa: producenci regularnie aktualizują zasady dotyczące tego, jakie dane agent może przetwarzać i jak długo je przechowuje, więc to jest dokument, który warto czytać na bieżąco, a nie raz na rok.

Jak to sensownie wprowadzić w firmie, jeśli mimo wszystko chcemy spróbować

Jeśli zespół chce przetestować agenta przeglądarkowego, proponowałbym prosty schemat. Najpierw wybrać jedno, niekrytyczne zadanie odczytowe, na przykład sprawdzanie statusu przesyłki na stronie kuriera. Potem założyć osobne, testowe konto, bez podpinania danych produkcyjnych. Uruchomić agenta w izolowanej przeglądarce, bez dostępu do menedżera haseł głównego konta firmowego. Obserwować co najmniej kilkanaście cykli działania i spisywać, gdzie agent się myli, zawiesza albo klika coś nieoczekiwanego. Dopiero po takim okresie testowym rozważać rozszerzenie zakresu, i to stopniowo, z zachowaniem zasady, że każda akcja nieodwracalna wymaga potwierdzenia człowieka.

Warto też mieć świadomość, że część działań, które dziś próbuje się „załatwić” agentem przeglądarkowym, w rzeczywistości lepiej rozwiązać innym narzędziem z tego samego obszaru automatyzacji: obsługą klienta opartą na dobrze zaprojektowanym bocie z dostępem do bazy wiedzy zamiast agentem klikającym po panelu CRM, albo automatyzacją procesów w sklepie internetowym opartą na integracjach, a nie na symulowaniu kliknięć klienta. Przy tematach związanych z obsługą klienta i e-commerce polecam spojrzeć na to szerzej, np. przy okazji automatyzacji obsługi klienta czy automatyzacji e-commerce, gdzie agent przeglądarkowy jest zwykle najsłabszym z dostępnych rozwiązań, nie najsilniejszym.

Częste pytania

Czy agent AI może samodzielnie zalogować się do naszego systemu księgowego i pobrać dokumenty?

Technicznie tak, ale nie rekomendujemy tego na koncie produkcyjnym. Agent musiałby mieć dostęp do loginu i hasła, a to oznacza przekazanie modelowi danych uwierzytelniających o szerokim zakresie uprawnień. Bezpieczniej jest zbudować dedykowaną integrację z API dostawcy albo, jeśli API nie ma, ograniczyć agenta do konta testowego i zadań bez dostępu do danych finansowych.

Czy dane, które agent widzi na ekranie, trafiają do dostawcy modelu AI?

Zależy od konfiguracji i dostawcy, ale zasadniczo tak: model musi przeanalizować obraz ekranu lub treść strony, żeby zdecydować, co kliknąć, więc te dane w jakiejś formie przechodzą przez jego infrastrukturę. Zanim wpuścisz agenta na stronę z danymi klientów czy fakturami, warto sprawdzić aktualną politykę przetwarzania danych danego dostawcy.

Czym różni się prompt injection od zwykłego błędu agenta?

Zwykły błąd to sytuacja, gdy agent źle zinterpretuje layout i kliknie nie tam, gdzie trzeba. Prompt injection to celowe działanie: strona zawiera ukryty tekst zaadresowany do modelu, który ma go nakłonić do wykonania innej akcji niż zamierzona przez użytkownika. To drugie jest poważniejsze, bo może być wykorzystane świadomie przez kogoś z zewnątrz.

Czy RPA jest w takim razie lepszym wyborem niż agent AI?

Do powtarzalnych, ustrukturyzowanych zadań na stabilnych stronach: zwykle tak, bo działa przewidywalnie i da się je audytować. Agent AI ma przewagę tam, gdzie strona się zmienia albo zadanie jest zbyt rzadkie, żeby opłacało się budować dedykowaną integrację.

Kiedy agenty przeglądarkowe będą gotowe do pełnego wdrożenia w firmie?

Trudno podać datę. Kluczowe będzie pojawienie się realnych mechanizmów ograniczania uprawnień agenta (podobnych do scopes w API), lepszej ochrony przed prompt injection oraz standardów audytu działań agenta. Do tego czasu podejście „sandbox plus konto testowe plus wąski zakres” jest najbezpieczniejszym sposobem eksperymentowania.

Nie wiesz, gdzie zacząć automatyzację w swojej firmie?

Sprawdzimy, które procesy da się bezpiecznie zautomatyzować już dziś, a gdzie lepiej poczekać na dojrzalsze narzędzia.

Zacznij audyt

Powiązane materiały

Ostatnia aktualizacja: 9 wrzesnia 2026 · Autor: Zespół Ententra · wróć do bazy wiedzy